'Był tak strasznie ponętny, Amelka'
BYŁ TAK STRASZNIE PONĘTNY, AMELKA.
Przyjaźń- kiedyś myślałam, że można być samotnikiem z wyboru
lub z wyniku wydarzeń takich, a nie innych. Teraz wiem, że kiedy w naszym
życiu, które jest liche, warto jest mieć jednego prawdziwego przyjaciela niż
milion innych. Po moim wypadku, bo nie lubię mówić, że po gwałcie nagle
znalazłam wiele nowych koleżanek, bo przecież to takie fajne być na ustach
ludzi, że tak to ‘TY’ pomagasz tej dziewczynie, która nie dość, że została tak
haniebnie wykorzystana, to jeszcze ogłuchła. Musisz być takim bohaterem.
Niewyobrażalnym. Wiem, co mówię. Warto
jest mieć takiego przyjaciela, który rzuci wszystko by przy Tobie być, będzie w
Twoim cieniu i gdy staniesz na jego barkach dłonią poczujesz miękkość chmur,
razem zdziałacie wszystko. Zdziałacie cuda. Taką osobą, była Amelka. Byłą ze mną przed stratą słuchu i jest po
jego stracie. Jest oparciem ale i
wsparciem. Wykrzyczy mi w twarz wszelkie zarzuty, a za chwile uśmiechnie się
promiennie i przytuli. Tak po prostu, przytuli.
Szłam zadowolona, po treningu i można tak powiedzieć, po
spotkaniu Jego. Osoby, która jest dla mnie jak rozszyfrowanie Enigmy dla
przedszkolaka. Pociąga mnie i jest taki… No właśnie jaki jest? Nie znam go, ale to ideał chyba każdej
dziewczyny. Delikatne okulary, drapieżny uśmiech, dwudniowy zarost. Dziwi mnie
to, że przyjechał zobaczyć MNIE. MNIE GŁUCHĄ I DZIWNĄ DZIEWCZYNĘ. Po kilku
minutach przejażdżki autobusem i szybkim marszu dotarłam do mieszkania
przyjaciółki, która czekała na mnie z gorącymi tostami i malinową herbatą.
-Kochana, tęskniłam-
po chwili tonęłam w uścisku dziewczyny.
-Widziałyśmy się wczoraj, o tej samej porze. Po za tym
dziewczyno daj mi tlenu, duszę się, duszę się.- powiedziałam na wyczucie, bo w
sumie to nie wiedziałam o co jej chodzi, a tlenu to faktycznie mi brakowałam.
Teatralnie udając omdlenie wycierałam sobie niewidzialny pot z czoła, powoli
udając się do pokoju Amelki. Rzucając się na wielgaśne łóżko czułam jak z pod
kołdry wylewa się lodowate powietrze, które mnie orzeźwiło. Gdy dziewczyna
przekroczyła próg swojego lokum i usiadła na czarnym obrotowym krześle naprzeciw
mnie zaczęłam mówić.
-Melka, bo słuchaj- nie wiedziałam bardzo od czego zacząć
-Jak on ma na imię? – zapytała jakby wiedziała, że to właśnie
chcę zapytać
-Ale kto?- nie chce tak szybko się zdradzać, aż tak to po
mnie widać. Może mam rumieńce? To niedorzeczne. Jestem głupia.
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie ciołku- powiedziała,
a ja wtedy chciałam sama siebie udusić.
-Jak Ty dobrze mnie znasz. O ile mi wiadomo ma na imię
Michał, nie kojarzę go. Weronika, ta tancerka ode mnie z grupy, ta co jej
bratem jest Łasko.
-No i co dalej?
-No i ten Łasko i ten drugi Michał przyjechali podobno
zobaczyć jak tańczę- zażenowanie jakie mnie wtedy ogarnęło osiągnęło poziom
apogeum w tym momencie.
- To chyba dobrze prawda?
-No dobrze, ale nic się do mnie nie odezwał, nie zagadał-
wtedy postanowiłam ominąć ten moment z tym nieszczęsnym piciem, który był
szczeniacki. Bardzo szczeniacki. Nie wiem co wtedy działo się w mojej głowie i można
to chyba nazwać tylko impulsem.- Ale to nie jest najgorsze. Najgorsze jest to,
że on był tak strasznie ponętny Amelka,
strasznie. Miał w sobie coś tak dziwnego, że każde jego spojrzenie i nawet
ten nieśmiały i delikatny uśmiech, wszystko mnie do niego ciągnęło. Chciałam
być jak najbliżej, mimo że się nie znamy. To chore.- wtedy zapadła cisza.
Znaczy w mojej głowie od pewnego czasu zawsze jest cisza, ale z ruchu warg
przyjaciółki nie odczytałam nic. Chyba załamała się moim zachowaniem.
-Jesteś szczęściarą ale na razie się lepiej nie zakochuj
tak pochopnie, dużo przeszłaś- dodała gdy już wychodziłam z mieszkania jej
rodziców. Słowa te dały mi wiele do myślenia. Miała racje. Nie znam go, nie
mogę go pokochać. Pewnie jest siatkarzem, albo osobą z tamtego otocznia. Rozpoznawalność i brak przynależności to jego
cechy, tak myślę. Ja jestem szarą myszką, niedostrzegalną, zwykłą i
najważniejsze nudną.
Budzę się rano, nagi
otoczony zieloną kołdrą. Zielony kolor nadziei. Kurwa ja nie chce dawać już tej
dziewczynie nadziei. Żadnej. To nie tak, że już nie kocham, że nie kochałem, bo
tak nie jest. Uczucie między nami nie jest już takie jakie było. Nic już nie
jest takie jakie było. Nie wiem, czy to moja wina, czy też jej, a może osób
trzecich nic już nie wiem. Może ja po prostu nie umiem być w związku. Nie
powinienem kochać i być kochanym. Non stop myślę o tej dziewczyny. O jej
idealnych ruchach. O jej uśmiechu o seksownym tyłeczku. Przewracam się z boku
na bok i widzę ją. To o niej powinienem śnić. To o niej powinienem marzyć. To o
niej powinienem myśleć. Nie umiem.
Po cichu się ubieram i
udaję do kuchni, by na spokoju przy kubku ciepłej kawy pomyśleć co powinienem
dalej robić. Nie wiem ile tam siedziałem, ale kątem oka dostrzegam Monikę która
w mojej koszuli przekracza próg kuchni. Wymuszam na twarzy na pozór idealny
uśmiech. Wtedy przez myśl przeszła mi ona, i jej piękne blond włosy, niebieskie
oczy.
-Monika, musimy
porozmawiać. Poważnie porozmawiać- momentalnie spoważniałem. Wiedziałem, że to
ten moment, bo przecież jak nie ten to jaki inny? Nie będzie innego
dogodniejszego. Wiem, że to chamowate i gburowate rozstawać się z dziewczyną
zaraz po upojnej nocy, ale nie umiałem jej tak oszukiwać przez kolejne godziny.
-Misiu co się stało?
Zmieniamy mieszkanie w końcu?- zapytała. Mieszkanie no tak, mieliśmy znaleźć
coś większego.
-Ja zmieniam. Ty nie.
Musimy się rozstać- mówię stanowczo, i wtedy dostrzegam gwałtownie napływające
łzy do oczu dziewczyny, by po chwili do uszu doszła symfonia jej płaczu
-Jak rozstać? Nie
rozumiem. Misiu wczoraj było nam tak dobrze. To moja wina prawda? Ja coś źle
zrobiłam?- pyta już się obwiniając. Zrobiło mi się gorąco, a fala uderzeniowa
ciepła jaka przeze mnie przepływała była proporcjonalna do temperatury lawy w
wulkanicznym stożku.
-Wiem, że to mówią
faceci w filmach i że najczęściej była to nie prawda, lecz teraz jest to
prawdą. To moja wina. To we mnie coś
pękło. Nasze uczucie, a może inaczej, moje uczucie nie jest takie jak dawniej.
Nie mogę już się męczyć. Nie mogę już Ciebie męczyć. Musimy się rozstać tak
będzie lepiej. Nie powiem też, że zostaniemy przyjaciółmi, ani spróbować dalej
inaczej, bo to brzmi tak jakby zdechł mi kot, a ja na siłę chcę go zmumifikować
i zatrzymać dalej. To nie realne- ciągnę moje przemówienie dalej, a ona płacze
coraz głośniej. A mi pęka serce. Bo chyba każdemu mężczyźnie pęka serce, gdy
słyszy płacz kobiety. Przynajmniej powinno. – Wyprowadzę się jeszcze dziś.-
Chciała jeszcze temu zaprzestać, widać że chciała usłyszeć trzy słowa ‘To żart
kochanie’ lecz to nie był żart. To złośliwa rzeczywistość która dosięga
każdego. Nawet mnie na pozór idealnego.
_____
Rozdział dedykuje kochanej użytkowniczce oczekującej na rozdział. Bardzo proszę do dla Ciebie i przepraszam, że musiałaś czekać tak długo.
_____
Rozdział dedykuje kochanej użytkowniczce oczekującej na rozdział. Bardzo proszę do dla Ciebie i przepraszam, że musiałaś czekać tak długo.
Proszę odpowiedzcie na ankietę która jest z boku.
KOMENTUJCIE, KOMENTUJCIE, KOMENTUJCIE.
Zapraszam WŁODARCZYK/KOSOK/ JEDNOROZDZIAŁOWCE.
Zadaj mi pytanie na ASK!.
Pozdrawiam Anka



