piątek, 25 października 2013

Rozdział 7

‘Ocal mnie, nim zatracę wiarę w sens’

Szybkość.  Czym ona jest? Czy to ilość czasu jaką potrzebujemy do zrobienia czegoś ? Chyba tak. Niektórzy lubią żyć szybko, albo tak im się wydaje, jednak teraz wszyscy tak żyją. Ja kiedy tańczę zatrzymuje ten biegnący w zastraszającym tempie czas. Jestem w innym miejscu. Jestem wtedy taka beztroska.

Kiedy dowiedziałam się, że za raptem tydzień czasu są Mistrzostwa Polski nie mogłam uwierzyć, że tyle czasu już minęło i było mi z tym niewyobrażalnie źle. Bałam się, że nie będę wstanie dojść niejako fizycznie, ale i psychicznie do tego przedsięwzięcia. Działo się wiele. Kiedy już Michał odwoził mnie do domu dowiedziałam się kilku rzeczy jedna z nich był fakt, że w szpitalu przyjmujący był moim narzeczonym co oczywiście strasznie mnie zdziwiło. Nie wiedziałam, że obcy człowiek może na tyle się zainteresować i zaangażować w moją sprawę, że udaje przed innymi kogoś bliskiego mojego serca. Oczywiście próbowałam udać, że informacja ta w ogóle mnie nie rusza, a w głębi mnie było mi tak niewyobrażalnie gorąco, ręce nerwowo zaciskały się na wątłym i lekko bolącym udzie.

Strasznie dziwnym uczuciem, było odzyskanie w pewnej części słuchu. Było to dla mnie niewiarygodnie dziwne uczucie, mimo że przecież niedawno słyszałam. Jednak przyzwyczaiłam się do życia w ciszy. Uciekałam wtedy od pewnego rodzaju problemów i nie słyszałam komentarzy ludzi na niektóre tematy. Oczywiście, to nie tak, że ja tego słuchu odzyskać nie chciałam, bo było to by jedno z kłamstw. Chciałam odzyskać słuch, bo bycie inwalidą w naszym kraju oznacza wiele nieprzyjemności. Ludzie patrzą na Ciebie jak na jakiegoś wyrzutka. Kiedyś Amelka powiedziała mi, że są ludzi niepełnosprawni nie ma inwalidów, ani innych. Bycie niepełnosprawnym to stan umysłu. Tylko ludzie których psychika nie wytrzymuje pewnego rodzaju piętna to tych nazywamy niepełnosprawnymi. Ja przez swój defekt, przez swoją pewnego rodzaju niepełność stałam się kimś innym, kimś kim chciałabym być i wcale nie czuje się gorsza od innych słyszących ludzi, bo wiem, że ja mam swoją wartość. Nie potrzebuje litości ani innych ulg, bo ja niepełnosprawna nie jestem.

-Kiedy idziesz na próbę ? –pyta chłopak by przełamać dziwną ciszę i atmosferę miedzy nami

-Postaram się już dziś, Alek pewnie nie wie co dalej, czy tańczymy czy nie. I ja muszę poprawić swoje solówki- odpowiadam, a mam wrażenie, że głos mi drży jak na przedstawieniu w przedszkolu gdy miałam wygłosić piękny wiersz o pomidorze

-Mogę przyjść? –pyta, i gdy widzi moje zmieszanie i wielką konsternacje dopowiada- Lubię patrzeć jak tańczyć, bo jesteś niesamowita w tym co robisz.

-To pewnie tak jak i ty i siatkówka- wypalam i po chwili gdy do mózgu dochodzi sens wypowiedzianych przeze mnie słów milknę, a odpowiedzią jest ciche ‘chyba’ przyjmującego i mój perlisty śmiech. Nie wiem, dlaczego tak zachowuje się przy tym chłopaku, ale to nie przypomina mnie. Jestem taka inna, otwarta, bezczelna, a zarazem taka cicha, krucha i delikatna. -  Więc jeśli nie byłby to dla Ciebie problem mógłbyś od razu jechać na salę?- pytam, na co dostaje otwierające skinienie głowy. Po około kwadransie stoję naprzeciwko mojej blaszanej zielonej szafki w której wiszą ciuchy na tak zwany wszelki wypadek. Ubieram je pośpiesznie i wychodzę na tak dobrze mi znaną salę. Podchodzę do mojej trenerki i wtulam się w nią mocno i opowiadam o tym, że mogę znów słyszeć. Szczęście na jej twarzy jest nie do opisania. Alek zjawi się w szkole za jakieś 45 minut.

-Łuki pokażesz nam na co Cię stać? – mówi i włącza muzykę dosyć głośno. W  moim aparacie słuchowym powstaje jakieś spięcie, bo z ponownym krzykiem upadam na kolana łapiąc się mocno za włosy. Po chwili znajduje się przy mnie chłopak, który pyta co się ze mną dzieje.

Byłem taki szczęśliwy, że wsiadła ze mną do auta. Kiedy jestem z nią zachowuje się jak 5 letni gówniar. Jestem inny, taki spełniony. Pozwoliła mi przyjść do siebie na próbę, nie chciała zwlekać. Gdy przyszła przebrana w te zwiewne ciuchy była taka delikatna, prawdziwa. Serce biło mi w zastraszającym tępię. Gdy rozmawiała ze swoją trenerka to uśmiechała się w taki sposób, że chciałbym żeby uśmiechała się tak do mnie co dzień i tylko do mnie. Po chwili zaczyna rozbrzmiewać się muzyka, ale ona zamiast tańczyć upada z tym przeraźliwym krzykiem na ziemie, łapiąc się rękoma za włosy. Jednym susem znajduję się koło niej.

-Łucja, co się dzieje powiedz coś ? – słowa z mojej buzi wypadają jak pociski z karabinu maszynowego

-Tak strasznie piszczy, boli- odpowiada, i wtedy przypominam sobie słowa doktora dotyczące jej aparatu słuchowego, który czasami może się nie zaaklimatyzować, przekręcam jej głowę lekko do siebie i ręką gładzę jej włosy szukając malutkiego pokrętełka koło ucha. Jej włosy są idealne. Miękkie jak puch. Po chwili odnajduje przyrząd i lekko go przekręcam. Dziewczyna wtula się momentalnie do mnie. Ciepłe powietrze wypływające z jej ust ogrzewa moją szyje przyprawiając mnie o okropne dreszcze. Gdzieś tam w głębi siebie modle się, żeby ich nie zauważyła

-Dziękuje –mówi, a moje ramiona jeszcze mocniej zaciskają się na jej ciele. Po chwili podbiega do nas kobieta i ten czar pryska. –Boże Łucyjko czy wszystko w porządku- kuca koło nas, ja momentalnie puszczam dziewczynę z uścisku i wstaje kierując się w stronę okna, by dać upust emocją-  Tak – odpowiada- W moim aparacie zrobiło się jakieś spięcie, ale Michał je naprawił. –mówi. Próba trwała około 30 minut. Zaproponowałem, że zawiozę ją do domu i przywiozę na następną próbę, niechętnie ale się zgodziła. Czułem, że jestem w dobrym kierunku do celu wtedy jeszcze mi nie znanego.

Ból który pojawił się w mojej głowie nie był wielki, tylko decybele tamtego ‘piszczenia’ były niewyobrażalne. Nie wiedziałam co mam zrobić. Jak postąpić, żeby ten cholerny dźwięk przestał dudnić w mojej głowie. Po chwili Michał dotykał mojej głowy i dźwięk ustał, a ja momentalnie znalazłam się w jego obięciach w których znalazłam ukojenie nie tylko ciała, ale przede wszystkim duszy. Wyszeptałam ciche dziękuje, a przez moje ciało przepływało milion gorących i szybkich dreszczy. Próba trwała około 30 minut, potem udałam się do domu. Oczywiście przyjmujący uparł się, że zawiezie mnie do domu, a potem z powrotem na próbę.

-Poczekasz na mnie czy wejdziesz na herbatę –pytam

-Idź sama, pogadaj z matką- mówi, a przez moje ciało przechodzi dziwne uczucie. Zastanawiam się czyżby chłopak nie miał z nią ‘miłego’ inaczej spotkania w szpitalu

-Dobrze- powiedziała i szybko ruszyłam w kierunku klatki schodowej, gdy minęłam próg miałam łzy w oczach nie wierzyłam w to co widziałam. Wszystkie rzeczy ojca były porozrzucane po mieszkaniu.

-Mamo co to do cholery jest- krzyczę, a ona wychodzi z jednego z pokoju- Co te rzeczy tutaj robią? Czemu je dotykasz-  wytykam jej – czemu nie przyszłaś do mnie do szpitala, kiedy najbardziej Cię potrzebowałam- pytam, na co dostaje cichy ironiczny śmiech

-Wiesz, on zginął przez ciebie, nie mogę na ciebie patrzeć – a wtedy dochodzę do wniosku, że nie mam matki. Że muszę zabrać, rzeczy ojca i jak najszybciej się wyprowadzić, najlepiej do babci. Ona zawsze mnie rozumiała- Dobrze, po próbuje przyjdę po swoje rzeczy, nie będziesz już miała córki – próbuje jej odpowiedzieć ze stoickim spokojem i wybiegam z mieszkania. Widzę go. Oparty jest o maskę swojego samochodu, ale gdy mnie dostrzega momentalnie się prostuje, a ja znów potrzebuje jego silnych ramion, które po chwili odnajduje

-Rozumiesz, ona powiedziała, że przeze mnie on zginął. Jestem niczym. Straciłam obojga rodziców. Jak ja sobie poradzę? – mówię, a on tylko głaszcze mnie swoją ogromną ręką po plecach które tak mocno drżą.

-Poradzimy sobie jakoś, pomogę Ci. Obiecuje. Dziś śpisz u mnie i nie ma innej opcji. Nie masz nic do gadania.- mówi


-Ocal mnie, nim utracę wiarę w sens- mówię, a on lekko muska moje usta.

________________________
UUhugugugugugguguggugug jeszcze 2 rozdziały i epiloggg. Skróciłam tą historię. Jestem taka zła. :<
Mamy pierwszy pocałunek
Mam nadzieję, że wypowiecie się na jeden ważny temat : Pierwszy ma się pojawić prolog o Nowakowskim czy o Kosoku?

Druga sprawa, co sądzicie o naszym nowym trenerze reprezentacji. ??

No i wygrany mecz w jak pięknym stylu no i piękny fenomenalny najlepszy Pit 

Masz do mnie pytanie? ASK !!


Pozdrawiam Anka :*

czwartek, 10 października 2013

Rozdział 6


‘Na twarzy wymalowaną ma pewnego rodzaju tajemnicę.’


Ciemność. Czym ona jest ? Jaka ona jest?  Straszna i przerażająca. Ze strachu masz ochotę zedrzeć do końca swoje i tak słabe i piskliwe struny głosowe. To jakaś błona która nas otacza i niekoniecznie  pobudza nas do jakiegokolwiek działania. Czy ja się bałam tej ciemność? Oczywiście, pierońsko się jej bałam. Chciała uciec gdzieś daleko za przysłowiowe dalekie góry, doliny i rzeki. Gdzieś gdzie będę tylko ja i ktoś kto pokocha mnie taką jaką jestem z moimi wadami oraz zaletami.

Poddana narkozie leże ledwo kontaktując  i moim oczom ukazuje się mój wybawca. Niczym rycerz na białym koniu, który wyzwolił mnie z objęć złego niebieskawego smoka, który ma co najmniej 3 głowy i na każdej ma 4 pary piekielnych oczu które wszędzie błądzą za mną osobą. Tym złym smokiem w moim przypadku okazał się przeraźliwy ból.

Boje się. Boję się, że operacja się nie uda. Że znów będzie tak jak było. Życie w świecie ciszy jest strasznie dołujące i dziwne. Dziwny jest fakt, że inni ludzie śmieją, a ja nie mogę zrobić tego samego. Inni ludzie słyszą jak mama ich chwali lub krzyczy. Słyszą muzykę której ja słyszeć nie mogę. Słyszą wszystko a ja słyszeć w ogóle nie mogę.

Ciemność. Owładnęła moją duszę. Owładnęła moje ciało.   Nagle jestem w innej rzeczywistości. W innym świecie.   Unoszę się lekko nad poziomem ziemi. I znów ta ciemność. Słyszę coś. Słyszę głosy to nieprawdopodobne, a jednak dzieje się lecz nie wiem czy jest to sen czy jest to złudzenie która wysyła do mózgu moja podświadomość.  Ślamazarnie otwieram oczy lecz nie jestem w szpitalnej sali operacyjnej jestem w szkole tańca. Tańczę, a może jednak płynę. Każdy dźwięk muzyki do mnie dopływa. Zamykam oczy i czuje przepływającą przez moje drobne ciało euforię szczęścia albo spełnienia. Jest mi dobrze. Po chwili do moich uszu dochodzi dźwięk braw. Odwracam się naglę i widzę tatę. Mam ochotę krzyczeć ze szczęścia, bo przecież nie tak dawno straciłam go. Straciłam go bezpowrotnie, a teraz ukazuje mi się w pełnej okazałości i w świetnej formie.  Biegnę do niego by jak za czasów mojej młodości wtulić się w ojcowskie ramiona

-Tato, jak to możliwe. Ja znów słyszę. Ty znów żyjesz. Czy to sen?- pytam lekko łkając

-Lilka, o czym Ty mówisz. ?- pyta. Widać, a raczej słychać ogromne zdziwienie w jego głosie.  A może to mi się uroił ten koszmarny wypadek, ale nie przecież to ja jestem pod narkozą.

-Który dziś? – pytam, a w odpowiedzi uzyskuje datę o której nie chce pamiętać. Którą chce wymazać z pamięci jak najszybciej. Ojciec wymienił dzień mojego koszmaru

-Odebrałem właśnie samochód od mechanika więc zaraz możemy jechać do domu. Koniec włóczenia się tymi paskudnymi pociągami. Zawsze się boje, że jak wracasz to coś Ci się stanie.- mówi. A ja nie wiem co mam myśleć. Nie wiem co mam robić. Chce zarazem śmiać się ze szczęścia, że znów słyszę, że znów mam tatę blisko siebie a zarazem chce wrócić do rzeczywistości  nie chce być już otumaniona tym wszystkim.  

Wracam do domu z ojcem słuchając tej jego ukochanej płyty Happysadu.  Jest na pozór idealnie. Wchodzimy do domu a mama czeka na nas z ciepłym obiadem i wiem teraz właśnie wiem, że to nie dzieje się naprawdę. Nie wiem ile godzin moja. Mija dzień i kolejny i jest mi dobrze. Słyszę przygotowuje się do Mistrzostw Polski, a moja trenerka na razie nic nie wspomina o Alku. Może to dobrze, że nie będę tańczyć w duecie mimo, że bardzo dobrze nam szło i dobrze się z tym czułam. Dni płyną wolno. Widuje się z Amelką ale i ona nic nie wie o moim wypadku, czyli w tym świecie w którym teraz jestem czas płynie wolniej, albo tamto zdarzenie w ogóle nie  miało miejsca.

Minął pierwszy tydzień. Jestem coraz lepsza w tym co robię.

Minął prawie miesiąc, mistrzostwa Polski już jutro. Jestem już prawie doskonała w tym co robie. Mam trening ostatni już przed tą wielką imprezą. Z zapartym tchem i do znudzenia powtarzam akrobacje powietrzne lecz teraz wyskoczyłam tak pięknie idealnie, tak jak to robią nieskazitelne baletnice na bajkach i nie mogłam wrócić na ziemski padół. Znów dookoła mnie zapada ciemność. Wszechobecna ciemność. Znów otacza mnie głuchość. Znów ta cholernie przerażająca i pożerająca moje drugie ja cisza.
Obudziłam się. Nie wiedziałam gdzie jestem. Rozglądałam się patetycznie i histerycznie po jakimś jasnym i dosyć przyjemnym pokoju. Wtedy przypomniałam sobie, że jestem przecież w szpitalu. Przecież tak strasznie mnie bolało. Tak strasznie krzyczałam. W kącie sali dostrzegam Jego. To on mnie to przywiózł i przy mnie był. Lekko zmierzwione włosy, okulary z delikatnych drucików na nosie i kilku dniowy zarost który zdecydowanie dodawał mu uroku, pomarańczowa bluza dodająca więcej kolorytu i tak opalonej buzi duży zegarek na nadgarstku długie dresowe spodnie i jedne z nowszych modeli sportowych butów. Siedział zmartwiony jakby nad czymś usilnie myślał. Obok niego stała lampa która go oświetlała, gdyż za oknem było już ciemno.

-Możesz mi powiedzieć co tu się dzieje?- pytam cicho, znaczy próbuje pytać lecz najgorsze jest to, że nie wiem czy mówię, czy mi się to tylko wydaje. Chłopak podrywa się szybko z miejsca i już po chwila kuca przy moim łóżku mocno dzierżąc moją małą chłodnawą już dłoń w swojej wielkiej i gorącej.

-Obudziłaś się. To wspaniale. Poczekaj pójdę po lekarza- i momentalnie wybiegł. Z jego zdania zrozumiałam niewiele, ale więcej wydedukowałam, bo o co mogło by mu chodzić innego. Po chwili wrócił z siostrą która miała w rękach strzykawkę i pasek którym zaciska rękę by było dokładnie i w całej okazałości widać żyłę, za nią zaś wszedł mój lekarz prowadzący do którego największym entuzjazmem i sympatią nie pałałam.  I po chwili dostałam zastrzyk jak się dowiedziałam to z witaminami. Świecono mi przez kilka dobrych chwil w oczy jakąś latarką, by sprawdzić czy źrenice reagują prawidłowo.

-Byłą Pani w śpiączce dokładnie 3 tygodnie i 4 dni. To duży krok. Myśleliśmy, że nie wyjdzie Pani z tego,  i że wegetacja stanie się Pańskim drugim ja. A wtedy należałoby płakać, że straciliśmy mentalnie tak wspaniałą dziewczynę i tancerkę- mówi. Ale heloł czy on jest inny przecież ja żyje. Jak ktoś mógł zwątpić, że przestanę walczyć. Po chwili poczułam dotyk pielęgniarki za uchem gdzieś we włosach. Jak się okazało włączyła aparaturę dzięki której mogłam słyszeć w 50 procentach. To cud. Nie wiem dlaczego to zrobili i kto na to przyzwolił. Znów słyszę, to coś niebywałego. To…

-Jak to się stało?- pytam przez łzy

-Pański narzeczony się na to zgodził- doktor przeniósł wzrok na siatkarza, a ja zarumieniłam się mocno. Przecież ja ani on się nie znamy, dlaczego podjął tak ważną decyzję dla mnie. Nie liczył się kompletnie z moim zdaniem. A co by było gdybym ja tej operacji wcale nie chciała? Gdybym znów chciała być inwalidką, tylko po to, abym każdemu mogła się żalić. Ale on chyba wiedział, ze jestem dumna, silna i uparta, że nie potrzebuje niczyjej łaski, niczyjego współczucia.

-Który dziś?- pytam z nadzieją w głosie. Modle się szybko w duchy, by nie było za późno. By Mistrzostwa Polski już nie minęły. Po czym pada data, po której zdecydowanie mi lżej. Do konkursu zostało 8 dni

-Proszę o wypis. Teraz natychmiast- mówię

-To nie możliwe, jest za wcześnie. Nie wiemy jak Pani ciało zareaguje na podłączoną aparaturę- mówi stanowczo lecz cicho

-Nie interesuje mnie to, za 8 dni mam najważniejszą imprezę taneczną w życiu nie mogę jej odpuścić nie teraz. Za dużo walczyła. Za dużo tańczyłam. Za dużo wyrzeczeń mnie to kosztowało- mówię

-Panie Michale, może Pan przekona Panią Lilianę- mówi do chłopaka na co ten momentalnie się ożywia. Poprawia okulary na nosie.

-Ja nie będę nikogo przekonywał. Lilka jeśli chcesz to ubierz się a ja pójdę z Panem doktorem po wypis- mówi poprawia bluzę i kieruje się ku drzwiom. Zrezygnowany lekarz wymija go i rusza długim jasnym korytarzem. Ja natomiast z ubłaganiem czekam na wypis, który przyniesie mi mój ‘wybawca’ którego nie znam, a bardzo bym chciała poznać, bo coraz bardziej mnie intryguje. Na twarzy ma wymalowaną pewnego rodzaju tajemnice, która coraz bardziej mnie pociąga.

Jej krzyk który znów dudni mi w głowie. Mijają godziny, a operacja ciągnie się coraz dłużej. Coraz bardziej przejmuje się losami tej dziewczyny, ale nie bardzo rozumiem dlaczego. Przecież to całkiem obca dla mnie istota. Mała, krucha idealna. W głowie mam jej taniec. Jej ruchy. Jej uśmiech. Staje się moim uzależnieniem. Jest jak heroina. Posmakujesz jej raz, a okazuje się, że po tym jednym, jednym maluteńkim razie stajesz się tak okropnie uzależniony. Tak jak ja- nie znam tej dziewczyny wiem, jak ma na imię, źle o niej myślałem, a owinęła sobie mnie tak dookoła palca, że nie mogę nic zrobić, jestem skreślony. Jestem uzależniony.

Operacja ciągnie się w nieskończoność. Ja jestem zmęczony jak jakiś koń po westernie. Nie mam siły na nic. Nie chce mi się wstać by iść do barku szpitalnego na jakąś prowizoryczną zupkę chińską by jako tako opanować swój roztargniony i rozhisteryzowany żołądek.  Godziny mijają okropnie wolno, a może to minuty. Nie wiem już sam. Przyjaciel już dawno pojechał do swojego mieszkania, a ja obiecałam sobie, że nie pójdę dopóki nie dowiem się co z Lilką.

Po przeszło 5 godzinnej operacji wybiegł lekarz, który zaczął krzyczeć czy jest ktoś z rodziny Lilianny Orzechowskiej lecz nikt się nie zgłaszał. Nie było na Sali jej matki. Nawet nie wiem czy wiedziała o tym wypadku. Muszę znaleźć jej przyjaciółkę i jej o tym powiedzieć, ona będzie wiedziała jak rozmawiać z matką dziewczyny. Wstałem i udałem się lekarza

- Ja jestem narzeczonym Lilianny Orzechowskiej, jestem jej narzeczonym- mówię z pewnością w głosie który ma ochotę drżeć ze strachu niczym u małego chłopca w przedszkolu który musi recytować wierszyk o jakimś lekkim wietrzyku na oczach całej klasy.

-Świetnie się składa. Mamy możliwość wszczepienia pańskiej narzeczonej nowej aparatury, która odtworzy w 50% jej zdolność słuchu. Może tak się zdarzyć, że jej organizm odrzuci tą maszynkę i będzie konieczna kolejna operacja.- słucham każdego słowa uważnie, bo wiem jaką one mają wagę. Przeogromną.

-Proszę robić wszystko, co w pańskiej mocy, aby moja narzeczona odzyskała słuch- mówię, lecz cholernie się boję. Bo co będzie jak ona nie chce tej maszynki, jak nie będzie chciała słyszeć, jak będzie miała mi za złe, że wtrącam się w jej życie. Lecz wiem, że postąpiłem słusznie. Wiem, że jeśli mnie znienawidzi za to co zrobiłem, to i tak będę spełniony. I będę wiedział, że postąpiłbym tak za każdym razem. Operacja trwała ponad 9 godzin. Dowiedziawszy się, że operacja przebiegła dobrze, lecz stan Lilki w pewnym momencie strasznie się pogorszył, bardzo się  przestraszyłem. Powiedzieli mi, że tancerka utrzymywana będzie w stanie śpiączki farmakologicznej dopóki jej stan jako tako się nie unormuje.  

Dziś mam iść do Amelki nie wiem jak ją znajdę, ale muszę. Musi się dowiedzieć. W szkole tańca dowiedziałem się gdzie mieszka ta dziewczyna. Pojechałem do jej mieszkania. Otworzyła mi. Była zdziwiona moją obecnością

-Cześć. Jeżeli przyszedłeś mi coś jeszcze powiedzieć o mojej przyjaciółce jaka to ona jest zła i niedobra to proszę oszczędź mi tego- powiedziała zadziornie. Widać, że ma temperament. To dobrze nie da sobie w kaszę dmuchać.

-Cześć. Tak przyszedłem coś powiedzieć, ale nic podobnego co ostatnio. Byłem kretynem. Przepraszam. Mówiąc do rzeczy, to Lilka jest w szpitalu.-powiedziałam a dziewczyna słysząc szpital była już w swoim pokoju pakowała torbę i ubierała się naraz

-Opowiesz mi jak do tego doszło w drodze do szpitala. Nie obchodzi mnie to czy masz czas czy nie, musisz mnie do niej zawieźć – mówi. Twierdząco kiwam głowę wyrywam z dłoni torbę i ruszam do mojego samochodu. W drodze do szpitala opowiadam jej minuta po minucie wczorajszy dzień i sytuację z aparatem słuchowym dla dziewczyny.


Mijają dni. Mijają tygodnie. Minęły już 3 tygodnie i 4 długie dni. Siedzę u niej na przemian z Amelią z która nawet dochodzę już do porozumienia. Lilce opowiadam o swoim dniu, o treningach codziennie mając nadzieję, że się obudzi. Nie wiedziałem, że nastąpi to tak szybko.


____________________________
Moi drodzy MAMY TO. Emocje w tym rozdziale, jak na grzybobraniu. 
Ale zdradzę Wam, że za dwa tygodnie się zadzieję. Nie wiem co. Nie wiem kto. Nie wiem z kim.
Nie wiem co mówić w takich przypisach odautorskich. Bardzo się cieszę, że jesteście. Że odwiedzacie. Że czytacie. POZOSTAWIAJCIE PO SOBIE JAKIEŚ ZNAKI. <3

Jeśli macie do mnie pytanie zapraszam na .ASK

Zapraszam na inną moją twórczość NOWAKOWSKI/WŁODARCZYK/KOSOK

Jeszcze raz serdecznie zapraszam do lektury, do komentowania, do odwiedzania innych blogów.

Pozdrawiam Anka

czwartek, 26 września 2013

Rozdział 5

‘Czuje ból. Przeogromny. Rozsadzający moją czaszkę’

Ból. Czym on jest?  Czy jest  jakiś sposób by go uniknąć? Gdzieś słyszałam, że jeśli człowiek nie czuje bólu to nie żyje. To wegetuje niczym piękny stary dąb na poboczu nikomu nieznanej dróżki. Jest wiele odmian bólu. Moim zdaniem są dwa najważniejsze odnogi tego uczucia. Ból fizyczny i najbardziej mi znany ból duszy. Ból całego życia.


Kiedy taniec niósł mnie ponad wyżyny. Kiedy znów latałam niczym ptak z góry obserwując świat i ludzi całkiem drobnych i małych niczym mrówki.  Kiedy znów byłam wolna. Szczęśliwa. Kochana. Wiedziałam, że to nie będzie trwać wiecznie, że nadejdzie moment który zniszczy wszystko. Zły Mefistoteles weźmie mnie na najbardziej straszliwy spacer w moim życiu, że będzie chciał mnie wziąć w szereg swoich demonów.

Upadek. To on kształtuje nasz charakter, ale gdy upadasz zwijając się z przeraźliwego kłucia czaszki nie jest to z pewnością metoda kształtowania osobowości. Chyba, że jesteś tajnym agentem mającym misje ocalenia ludzkości z rąk rozchwianego emocjonalnie terrorysty. Upadam. Nie widzę nic. Nie czuje nic oprócz przeraźliwego, a raczej przenikliwego bólu. Po chwili ktoś jest obok mnie.

-Błagam, pomóż mi. Niech przestanie boleć. Błagam – kim był mój wybawca. To on. Znany wszystkim jako Dzik, albo po prostu jastrzębski przyjmujący.

-Dobrze, ale powiedz mi co Cie boli? Nie wiem jak mam Ci pomóc- odpowiedzią jest mój krzyk i łzy. Krzyk który rani dusze. Krzyk bólu.

-Czuje ból. Przeogromny. Rozsadzający moją czaszkę. Wykłuwający oczy. Błagam, proszę, pomóż.- chłopak już nic nie mówi tylko bierze mnie na ręce. Niesie do swojego auta i kładzie na tylnym siedzeniu siadając obok mnie. Kładę głowę na jego silnych, a zarazem miękkich udach. Tracę przytomność.

Znów czuje,  że ktoś mnie niesie. Otwieram ślamazarnie oczy. Widzę światło. Widzę jego miękki zarost i oczy pełne strachu. Za nami biegnie atakujący.  Michał coś krzyczy jednak jego usta poruszają się zbyt szybko bym mogła odczytać sens słów. Po chwili położył mnie na zimnym zielonym łóżku bym po chwili zniknęła w jednej z sal. 

-Przepraszam, czy Pani mnie słyszy- zapytał jeden z lekarzy mocno nachylając się nade mną.

-Tak. Nazywam się Lilianna Orzechowska. Mam 21 lat. Jestem głuchoniema. Chciałabym, żeby przyjechał tu doktor Malczewski. Prowadzi on mój przypadek.

-Dobrze, zaraz zadzwonimy po doktora Malczewskiego. Chciałaby Pani, żebym jeszcze po kogoś zadzwonił?- pokręciłam przecząco głową. Po około kwadransie mojego bolesnego krzyku i dziwnych reakcji Michała w progu szpitalnej sali zjawił się prowadzący mnie doktor.

-Witam Cię Lika coś się stało?

-Panie doktorze jakby nic się nie stało to by mnie tu nie było. Nie prawda?

-Dalej ironiczna- na końcu języka miałam słowa ‘A Pan dalej głupi’ jednak z ciężkim trudem powstrzymałam swoje jakże cięte riposty.

-Proszę na mnie poczekać tu moment dobrze – kurdę z takim bólem chyba nigdzie się nie ruszę. Mój lekarz z całą pewnością jest idiotą, który chyba nie zaznał nigdy bólu. Matka się uparła, że on ma prowadzić mój przypadek, bo to jej jakiś kolega poznany nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co.

Może powinnam zadzwonić do matki, albo chociaż do Melki. Właściwie zastanawiam się czemu jej przy mnie nie było, powinna przecież być w szkole. A był tylko On i jego przyjaciel. Lekarz poszedł i chyba zginął w jakiś ciemnych czeluściach szpitala, a mój krzyk rozrywał panującą dookoła ciszę. Po chwili koło mojego łóżka zjawił się przyjmujący

-Co Ty tu robisz? –zapytałam cicho

-No jestem. Teraz tak łatwo się mnie nie pozbędziesz- i bardzo dobrze. Takiej odpowiedzi oczekiwałam. No właśnie, czy ja za dużo nie oczekuje? Taki chłopak na pewno nie jest sam. Taki chłopak na pewno ma dziewczynę którą bardzo kocha.

-Pewnie masz inne zajęcia niż siedzenie z jakąś dziwną inwalidką w szpitalu – mówię, a łzy bólu spływają mi kącikami oczu.

-Nie mów tak o sobie. Nikt nie ma prawa Cię oceniać. Sam to zrobiłem i nie postąpiłem fair ale Twoja przyjaciółka wszystko mi dokładnie wytłumaczyła. Nawet cieleśnie- powiedział z tym nikłym uśmiechem

-Nie mów, że Amelka dała Ci w twarz- jako potwierdzenie otrzymałam gardłowy śmiech znaczy tak przypuszczam, chyba, że chłopak lubi suszyć zęby ot tak.

- Bardzo boli?- zapytał

-Wiesz łaskotać nie łaskoczę. Nie jest źle, chociaż mogło by być lepiej- mogę trochę ominąć prawdę, bo przecież boli tak okrutnie jakby ktoś nabijał moją głowę na widły znajdujące się w stodole każdego podrzędnego rolnika- Michał powiedz mi, a co będzie jak nie zdążę się przygotować do Mistrzostw. Jestem jeszcze mocno w tyle za innymi- zapytałam.

-Widziałem jak tańczysz już parę razy. Oglądałem dużo Twoich występów na youtube. Jesteś wspaniała- chyba nie przywykłam do wysłuchiwania komplementów na swój temat, bo czułam, że mimo łez płynących rzewnie, to moje policzki rumieniły się przeokropnie.

-Do wspaniałości dużo mi brakuje, kiedyś chyba byłam lepsza. Słyszałam muzykę. Mogłam czuć jej przesłanie. Tańczyć z większymi emocjami jakoś przeinaczać je w sobie, a teraz w mojej głowie jest tylko pustka. Pusta mieszająca się z okropną przeszłością, która wierci mi niewyobrażalne dziury w brzuchu. Chciałabym by to wszystko okazało się snem. Cholernym koszmarem który tylko na moment zagościł w mojej głowie. Chciałabym obudzić się i znów słyszeć wszystko nawet najdrobniejszy szmer, czy brzęczenie osy gdy chce spróbować truskawkowego dżemu. Chciałabym by ktoś mnie kochał tak jak kiedyś, bym była znów starą Lilką, a nie dziewczyną bez słuchu nad która każdy się lituje, bo przeżyła tyle okropności. Może to i prawda, że przeżyłam to co przeżyłam, to nie znaczy, że ktoś ma mnie postrzegać inaczej niż kiedyś. Nie potrzebuje tego.- ból chwilowo ustał. Widziałam tylko zmieszanie na twarzy chłopaka i jego oczy pełne nadziei, a może i współczucia, które tak bardzo nienawidziłam.

-Nie mogę postrzegać Cię taką jaką byłaś przed wypadkiem, bo nie znałem Cię wcześniej. Mogę Cię postrzegać za osobę jaką jesteś teraz. Walczącą do ostatku sił. Wyrywającą sobie żyły za to co kocha. Buńczuczną ale i piękną. Waleczną ale i momentami delikatną.

-Wiesz nie znam Cię, ale mam takie wrażenie, że Cię znam całe długaśne wieki.

-Pokrewieństwa duszy także się zdarzają gdy tego najmniej się spodziewamy.- uśmiechnęłam się delikatnie po czym usiadłam i przytuliłam się do chłopaka. Który od razu zacieśnił ręce na mojej talii i znów przyszedł ten, którego znienawidziła,. Krzyk niemal nad uchem siatkarza był niepohamowany. Za chwile do sali wpadł lekarz i chyba wyprosił chłopaka, bo ten odkleił się ode mnie i wyszedł opadając na plastikowe krzesełko znajdujące się na holu.


Biorę ją na ręce i biegiem udaje się w kierunku mojego auta. Kładę ją na tylnim siedzeniu i siadam koło niej, przyjaciel prowadzi jak szybko tylko może. Ona zaś układa sobie głowę na moich udach. Serce wali mi jak oszalałe. Nie wiem co robić. Jesteśmy pod gmachem szpitala. Znów biorę jej lekkie jak piórko ciało na ręce i wbiegam na poczekalnie miejscowej służby zdrowia, krzycząc błagalnie o pomoc. Po chwili zjawia się jakiś chłopak z łóżkiem. Po stroju mogę stwierdzić, że to sanitariusz. Kazano mi pozostać na korytarzu, a ona zwijająca się z bólu została wywieziona do jednej z odległych sal szpitala. Nie wiem czemu, ale strasznie bałem się o tą dziewczynę. Dodatkowo targały mnie wyrzuty sumienia, że tak łatwo ją oceniłem, a nie powinienem. Bo nie znałem jej. Zastanawiam się ilu ludzi i mnie tak ocenia. Nie znając mnie widząc jedynie mój wygląd słysząc jedynie zdawkowe wypowiedzi. Na to pytanie chyba nigdy nie uzyskam ani jednej racjonalnej odpowiedzi. Sam nie byłem lepszy, bo przecież sam oceniałem. Chciałbym nie wypowiedzieć tych kilku słów.

-Przepraszam, chciałbym wiedzieć gdzie została przewieziona moje znajoma. Lilianna Orzechowska. Przed chwilą z nią tu przyjechałem, lecz została gdzieś przewieziona- zapukałem młodej dziewczyny siedzącej na recepcji szpitalnym SORZE.

-Jest Pan kimś z rodziny?- zapytała na co ja pokręciłem głową-To w takim razie bardzo mi przykro, ale nie mogę udzielać takich informacji nikomu z rodziny pacjentki.

-Bardzo proszę, to dla mnie ważne-uśmiechnąłem się błagalnie do dziewczyny, która miała mnie w kieszeni.

-No dobrze, ale pod jednym warunkiem.-powiedziała, a ja już wiedziałem, że spełnię każdą jej prośbę.- Chce iść z Pańskim przyjacielem na kawę- momentalnie chciało mi się śmiać, gdy przeniosłem na zdyszanego przyjaciela wzrok. Rozpięta bluza lekko opuszczone na biodrach spodnie- cały Łasko

-Nie ma problemu- odpowiedziałem z pewnością. No to Michał musi dla mnie zrobić. Z resztą robi dużo rzeczy dla mnie, ale w tym momencie nie jest to istotne.

-Dobrze, Pańska znajoma leży w Sali numer 34 na 3 piętrze.

-Dziękuje Pani bardzo, jest Pani wspaniała

-Dobrze, o 20 kończę pracę – dopowiada

-Tak, tak. Misiek będzie czekał tutaj na Panią.

Podchodzę do przyjaciela i zastanawiam się jak mam mu to powiedzieć, że mimo iż ma dziewczynę, to musi iść na kawę z recepcjonistką ze szpitala. Przecież to dziwne, dziecinne, głupie. Po chwili piorunującego wzroku atakującego i późniejszego ataku śmiechu udaje mi się dojść do konsensusu. Tylko, że potem przez tydzień muszę gotować chłopakowi, bo jak to on powiedział ‘ja nie umiem. Znaczy umiem, ale czyjeś zawsze smakuje lepiej’. Dobrze jak ta chce, to tak będzie. Tyle, że ja nie odpowiadam za jego nagłe późniejsze zawroty albo ‘zwroty’ żołądkowe. Szybkim marszem niczym Korzeniowski udaje się na trzecie piętro. Już po wyjściu z windy słyszę przeraźliwe krzyki i mogę się tylko domyślić do kogo należą.  

Na razie nie mogę wejść do dziewczyny. Najpierw jest u niej jeden lekarz. Za chwilę wpada drugi. Stoję przy szybie i patrzę na zwijającą się z bólu dziewczynę i mimo, że jej obiecałem nie mogę ulżyć jej cierpieniom. Po chwili wchodzi drugi lekarz, dużo starszy od pierwszego. Po upływie kwadransa wychodzi od Lilki. Wtedy do akcji wchodzi nieustraszony Misiek. Czyli ja. Nawet teraz z tego zdenerwowania muszę jakoś rozładować tą atmosferę jakimś głupim żartem robiąc konkurencje prowadzącemu ‘Familiadę’.

Rozmawiamy. Słowa wypowiadane są wolno. Mają przesłanie. Czas płynie za szybko. Widzę jej łzy. To boli moją duszę, lecz ból ten nie jest porównywalny do bólu jaki ona musi teraz czuć.  Przytula mnie.  Czuje jej zapach. Jej miękkie włosy, a za moment znów słyszę ten przeraźliwy krzyk pełen bólu. Wbiega lekarz. Wyprasza mnie z Sali mówiąc do dziewczyny


-Musimy Panią operować. Natychmiast- i wtedy czuje, że grunt umywa mi się pod nogami. Mimo, że nie znam tej dziewczyny nie wiadomo ile. Niedawno zerwałem z dziewczyną nie powinienem tu być. Powinien próbować ratować swój związek, lecz nie potrafię. Jakaś siła każe mi tu być. Trwać. Być przy młodej tancerce.


_________________________

Jest i nowy. Tak sobie wyczekiwany. Trochę pogmatwany. Następny chyba za dwa tygodnie, bo za tydzień przewiduje dodanie rozdziału na Heroicznej.\
I w tym rozdziale nie wyjawiłam Wam co sie dzieje z Lilką, Macie jakieś propozycje ?


Jeśli chcesz poczytać coś jeszcze ode mnie to zapraszam WŁODARCZYK/KOSOK

Masz do mnie pytanie? ASK.

KOMENTUJ, POZOSTAW PO SOBIE NAJMNIEJSZY ZNAK.


Sezon ten i może nawet poprzedni nie był w wykonaniu naszych siatkarzy najlepszy. Nie umiemy grać pod presją. Mało kto umie. Wiec ogarnijcie się, SEZONOWCY. Ja jestem dumna z naszych chłopaków którzy walczyli do końca sił.Gryźli wszystko i wszystkich. Sport jest okrutny. Tylko zwycięzcy upadają by potem powstać i być silniejszym niż wcześniej. Silniejszym niż inni mogli by się tego spodziewać. By stać się zwycięzcą. 

Pozdrawiam Anka


 I mój najlepszy


niedziela, 15 września 2013

Rozdział 4


‘Ja już nie potrzebuje miłości. Już nie.’

Wspomnienia. Czym one są?  Czy są one dobre czy też złe? Czy mogą zadawać ciosy? Czy mogą zmieniać rzeczywistość? Zmieniać życie? Światopogląd? Moje wspomnienia na pewno dały mi dużo do myślenia. Moje wspomnienia bolą mnie bardzo. Każde miłe zdarzenie przypomina mi o tacie o tym jak tańczyłam, jak słyszałam. Chciałabym cofnąć czas Chciałabym znów posiąść zmysł słuchu. Znów być w pełni szczęśliwa. Nikt nie zastąpi mi ojca. Nikt nie zastąpi mi słuchu. Taniec daje mi imitacje szczęście albo jego złudzenie. Jest to na pewno ucieczka do innego lepszego świata. Świata bez wspomnień. Świata bez  bólu. Świata gdzie tak najnormalniej w świecie jestem wolna.  Nie mam zmartwień.

Kolejny dzień pełen monotonii. Kolejny dzień spędzony na sali. Przygotowując się do tych już nie tak odległych w czasie Mistrzostw Polski. Z Alkiem wbrew pozorom dogadujemy się dobrze. Tańczymy niby razem, niby osobno. Miała być chemia jest, ale nie z mojej strony. Nie umiem zaufać żadnemu mężczyźnie po tym wszystkim co się stało. Nie mogę się przed nikim otworzyć po tym co się stało. Tak mi się wydaje, że już nigdy nie będę taka jak wcześniej. Nigdy nie będę szczęśliwa lecz mam nadzieję, że los się do mnie uśmiechnie lub zła passa zmieni swój bieg.  Nadzieja jest przecież matką głupich, a każda matka  nad życie kocha swoje dziecko. Kolejna już godzina spędzona na Sali ćwicząc z moim nowym partnerem udoskonalając  wielkie moim zdaniem, a małe według trenerki błędy. Kiedy Aleks oświadcza mi, że musi już iść do domu, bo jutro ma ciężki ma dzień na uczelni. Mnie natomiast nie chciało wracać się do miejsca wychowania, gdyż mama zatraciła się w wir pracy, bo nie mogła poradzić sobie ze stratą ojca i wydaje mi się, że po części mnie obwiniała za jego śmierć. To nie ułatwiało kontaktu między nami, a wręcz przeciwnie pogłębiało jego denną fazę i odbierało jakiekolwiek resztki chęci do życia. Przytłoczona wszystkimi problemami kroczę ulicami Jastrzębia, by po chwili ginąć  w szczelnym uścisku przyjaciółki, a w głębi siebie przypominam sobie jej gardłowy i donośny śmiech

-Znów o nim myślisz? – czuję jak przyjaciółka kładzie mi dłoń na ramieniu, bym mogła odpowiedzieć na jej pytanie.

-Nie wiem o czym mówisz-odpowiadam, chociaż odpowiedź ta jest nie do końca elokwentna. Znaczy to nie tak, że o nim nie myślałam, bo zafiksowałam się na punkcie pewnego nieznajomego, któremu wypiłam porzeczkowy sok.  Nie mogłam też powiedzieć, że myślę o nim non stop, bo tak też nie było.

-Jasne. Co dziś robimy ? – zapytała. Miałam plan przyjść tu tylko na moment a potem wrócić na sale, by katować swoje solówki, do przysłowiowej usranej śmierci. Sądzę, że to będą najgorsze zawody w moim wykonaniu. Pierwsze w których nie słyszę. Nie chciałabym, żeby ludzie postrzegali mnie inaczej. Żeby się nade mną litowali. Ja nie potrzebuje litości. Ja nie potrzebuje wsparcia. Ja nie potrzebuje miłości. Już nie.

-Pójdziesz ze mną do klubu. Muszę poćwiczyć? – aby ze mną poszła. Przed samym momentem mówiłam, że nie potrzebuje wsparcia i miłości, gówno prawda. Na zewnątrz otoczona jestem grubą warstwą zimnego metalu, który chroni miękkie i bezbronne wnętrze. Wnętrze potrzebujące ojca. Wnętrze potrzebujące bezpieczeństwa. Wnętrze bojące się samotności. Wnętrze chcące namiętności. Pożądania. Wolności.

-Znów będziesz ćwiczyć?- odpowiadam nikłym skinieniem głowy i grymasem który potocznie nazywany jest uśmiechem, a w moim wypadku jest to grymas w 99% wymuszony. Nie uśmiecham się szczerze. Nie potrafię.- No to pójdę- mówi

-Świetnie. Dziś krótko ze 2 godzinki, bo solówki będę ćwiczyć, nadal są takie mdławe, bez przesłania, a ja chce dostać skrzydeł. Chce frunąć. Chcę unosić się ponad rzeczywistość. Chce uciec, lecz nie potrafię. Jakaś dziwna siła przyciąga mnie na drewniany świeżo pastowany parkiet, niczym duża, ciężka metalowa kula przyczepiona do nogi skazanego na śmierć niewolnika. Chce się uwolnić, lecz nigdzie nie mogę znaleźć klucza, który pozwoli mi odpiąć to pieprzoną kulę. Muszę znaleźć mój klucz do wolności.- łzy znów skapują na jasny dywan przyjaciółki. Znów ukazuje słabość mimo, że co najmniej milion razy obiecywałam sobie, że nie będę płakać. Lecz to okazuje się silniejsze ode mnie. Mimo, że już nie płacze zimnymi wieczorami do poduszki, a moim ukojenie nie są nagrania z konkursów których i tak nie słyszę to czuje się gdzieś tak w głębi siebie mała. I wiem, że to ja odpowiadam za wszelkie zło naszej rodziny. Niegdyś szczęśliwej teraz bez ojca obojętnej, zniszczonej, wypalonej.

-On będzie Twoim kluczem- powiedziała Amelia. Co też ona bredzi. Niby kto ma zostać moim kluczem. Nie ma takiej osoby. Sama w głębi siebie nie jestem gotowa, aby znaleźć swój klucz mimo, że tak usilnie go szukam. Nie chcę już znać odpowiedzi kim on jest. Wiem, że dziewczyna i tak nie odpowie mi na to pytanie, które ma zostać wielką niewiadomą. A może odpowiedź jest bliżej niż mi się to wydaje.

Mama Amelki to świetna kobieta, gdy tylko wróciła z pracy i zobaczyła mnie w pokoju u swojej córki momentalnie zamówiła nam pizze, bo uznała, że wyglądam słabo i ujęła to tak, że  jakby kiedyś zamknęli mnie w więzieniu, to ucieknę im między kratami. A może coś w tym jest? Po zjedzonym pysznym i jakże zdrowym obiedzie udałyśmy się do mnie, bym mogła wziąć inny strój. W domu odpowiedziała mi, albo mojej przyjaciółce głucha cisza. Świetnie brzmi głucha cisza. Zaczynam nabierać dystansu do swojej niepełnosprawności. Szybkim krokiem udałyśmy się do mojej sypialni w której w samym kącie leżała inna torba z ubraniami, którą chwyciłam i opuściłam dom. Gdzieś w głębi było mi źle, bo miejsce które powinno być moim domem, nim na pewno nie było.

Mocnym pchnięciem uderzyłam w szklane potężne drzwi od szkoły tańca. Buchnęło na nas ciepłe powietrze. Zastanawiacie się pewnie co z moją szkołą. Otóż skończyłam liceum z wyróżnieniem. Maturę również napisałam, ale nie mam odwagi by iść na studia po tym co się stało. Chyba potrzebuje więcej czasu. Po chwili byłam już przebrana. A w mojej głowie rozbrzmiewała jedna z piękniejszych historii. Jedna z piękniejszych piosenek wytworzonych z pamięci lichej wyobraźni
Czasami nie mam sił już by ograniczać swoje emocje. Nie wiem czy robię dobrze. Nie widzę. Zamykam oczy. Skoro nie mogę słyszeć, to nie chce też widzieć swoich kolejnych upadków.  Może stanę się lepszą tancerką. A może tym bardziej opadnę na jeszcze gorsze dno niż jestem. Na jeszcze bardziej zasysające bagno, które odbiera Ci resztki człowieczeństwa. Dzięki któremu czujesz zimny podmuch nadchodzącej śmierci. Lecz może właśnie śmierć jest ukojeniem naszej duszy? Zły kobiecy kontur dzierżący w lodowatej dłoni ostrą brzytwę ścinającą głowy nędzników.  Przecież śmierć to najbardziej zła decyzja jaką możemy podjąć sami. Bóg dał mi drugą szansę, przeżyłam. Teraz będę walczyć. Gdy robiłam jedne z piruetów nie dostrzegłam przyjaciółki na Sali. Nie widziałam jej siedzącej na ławce z podkulonymi nogami. Nie widziałam tego uśmiechu. Czyżby i ona mnie opuściła?  A może najzwyczajniej w świecie chciało jej się pić i poszła po swoją ukochaną ciepłą czekoladę z pobliskiego automatu.  Szyba dzięki której osoby przechodzące przez holl mogły widzieć jak tańczę była odsłonięta. Kącikiem oka dostrzegłam przyjaciółkę, która kłóci się z Nim… Chłopcem od soku. Przystaje na moment. Nie ruszam się. Moje ciało nie przesuwa się nawet o minimetr. Próbuje ustatkować szybki oddech i nierównomierne bicie serca, by po chwili zauważyć jak dziewczyna wymierza brunetowi siarczyste uderzenie w policzek.

Okazałem się zwykłym frajerem. Teraz wygląda na to, że zerwałem z Moniką bo do głowy uderzyła mi inna panienka, która i tak nie zwraca na mnie uwagi. Wyjaśniam wszystkim, to nie tak. Po prostu mój związek z Moniką nie był już takim związkiem jakim był na przykład kilka miesięcy temu. Może uczucie między nami już się wypaliło. Powód jest jeden z pewnością to była moja wina. To chyba przez te ciągle wyjazdy, mecze, zgrupowania. Teraz jestem wolny. Wolny duchem. Wolny rozumem. Wolny w każdym tego słowa znaczeniu. Nie chciałem ranić Moni, bo ona na to nie zasługiwała. Nikt nie zasługiwał na takie potraktowanie.

Na treningu byłem jakiś obcy. Nieobecny. Piłkę zauważałem dopiero gdy obiła się od mojej Twarzy. Nie myślę już o tej nieznajomej dziewczynie. Staram się. Trochę mnie ona denerwuje, a zarazem intryguje. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś ją poznam. Że kiedyś z nią porozmawiam.

-Misiek,Misiek- Łasko biegnie za mną w ciemnym holu prowadzącym do wyjścia z hali

-No nawijaj-mówię do niego poprawiając zjeżdżające mi z nosa okulary

-Więc będę po Ciebie o 17-mówi z uśmiechem, za który mam ochotę go zabić. Co ja jestem jego kochanka, żeby otrzymywać firmowe uśmiechy Łasko.

-Po kiego grzyba?- pytam. A tak naprawdę chcę już iść do domu. Położyć się spać lub upić się do nieprzytomności. To wychodzi mi najlepiej.

-No dziś mamy tą lekcje tańca- no tak. Kompletnie o tym zapomniałem. Nie chce mi się iść i trzepać jakbym dostał ataku padaczki. Widząc wzrok blondyna wiem, że chyba nie mam zbytniego wyboru i możliwości odmowy.

-Nie mieszkam już tam gdzie dotychczas. Mieszkam teraz no Mickiewicza 8/19 czwarte piętro pierwsze drzwi po lewej.- widząc tym razem pytające spojrzenie przyjaciela- rozstałem się z Moniką- oświadczam  i słyszę ciche – Nigdy jej nie lubiłem- śmieje się w duchu.


O godzinie 16.50 dostaje SMS, że Łasko jest już pod blokiem. Zakładam adidasy i pośpiesznie schodzę na 2 piętro, gdy przypominam sobie, że nie wziąłem torby. Zawracam się  w zastraszającym tempie i lecąc co dwa schodki przemierzam dwa piętra. Po chwili siedzę zaspany koło przyjaciela

-Sory, torby zapomniałem- usprawiedliwiam się. Misiek nic nie mówi tylko przekręca kluczyk w stacyjce i rusza z piskiem opon z pod wysokiego, niebieskiego bloku gdzie znajduje się moje nowe mieszkanie. Wchodzimy do budynku w którym poznałem ją. A raczej do budynku w którym dostałem kosza od niej. Przechodzimy korytarzem, a mój przyjaciel przystaje opierając się o biały plastikowy parapet, przed nim widnieje szyba, a za nią tańczy ona. Płynie. Unosi się. Jest lekka jak piórko.

-Pamiętasz ją?- pyta mnie kolega.

-Pamiętam. Mówiłem do niej, a ona wielka gwiazda nawet nie raczyła odpowiedzieć. Nie lubię takich panienek, które wyżej srają niż dupę mają-odpowiadam nie zmieniając pozycji. Gdy nagle słyszę głos dziewczyny. Nie znanej mi wcześniej.

-Kim jesteś by ją oceniać?!- dziewczyna piękna lecz zadziorna. Waleczna. Inna.

-A ty kim jesteś żeby się na mnie wydzierać jak stare tureckie prześcieradło.-odpowiadam

-Nie bądź cyniczny. Nie znasz jej. Nie masz prawa jej oceniać!

-Jej nie da się poznać. Olewa ludzi. Olewa rzeczywistość. Nie odpowiada. Udaje Bóg wie kogo. Jaka to ona nie figura. A kim ona jest ? Przeciętną tancereczką zapewne z zadupia- wtedy poczułem jak prawy policzek mnie szczypie. Przyjaciel nic się nie odzywał, a dziewczynie jeszcze było mało. I powiedziała mi wiele. Przemówiła do rozsądku

-Nie to ty jesteś pieprzonym aktorzyną Panie Kubiak. Bo przecież Ty  wiesz lepiej. Myślisz, że ona jest wielką gwiazda. A nie wiesz, że dokładnie 389 dni temu została zgwałcona i pobita do utraty przytomności. Została skatowana dzięki czemu straciła słuch. Nie wiedziałeś, że był z nią wtedy ukochany ojciec, który został potraktowany nożem na śmierć. Nie wiedziałeś, ale nadal wolisz oceniać. I kto tu jest pierdolnoną gwiazdeczką z wielkiego świata. Chyba Ty- odwróciła się na pięcie i wyszła ze szkoły tańca. Zrobiło mi się głupio. Nigdy nie czułem się tak podle.  Poszedłem do łazienki. Obmyłem twarz zimną wodą. Wróciłem do przyjaciela. Oparłem się o szybę

-Jestem skurwysynem prawda?- zapytałem, lecz atakujący nic nie powiedział tylko poklepał mnie po plecach. Patrzyłem jak dziewczyna nadal tańczy, by za chwile usłyszeć jej przeraźliwy krzyk i upadek.

Siedzę w szpitalu na SORZE, a w głowie huczą mi słowa ‘Błagam, pomóż mi. Niech przestanie boleć. Błagam’ i jej łzy. Łzy których nie zapomnę do końca życia.


____

MAMY TO. Oddaje w Wasze ręce jeden z fajniejszych rozdziałów. 
Moja jako taka ciotka Wena wróciła z odległej Ameryki.

Amelka odbyła spotkanie z Miśkiem. Nie miłe spotkanie.

Zapraszam do KOMENTOWANIA. Zostawienia po sobie choćby najmniejszego znaku. Powiedzcie co o tym wszystkim sądzicie.

Masz do mnie pytanie ? ASK


NOWYBLOGNOWYBLOGNOWYBLOGNOWYBLOGNOWYBLOG!! wejdź i pozostaw po sobie znak. Coś. Cokolwiek.


Nowy rozdział w niedzielę.

Zapraszam na WŁODARCZYKA/KOSOKA 

KOMENTUJCIE. To nie boli.

Pozdrawiam Anka




czwartek, 5 września 2013

Rozdział 3


'Był tak strasznie ponętny, Amelka'

BYŁ TAK STRASZNIE PONĘTNY, AMELKA.

Przyjaźń- kiedyś myślałam, że można być samotnikiem z wyboru lub z wyniku wydarzeń takich, a nie innych. Teraz wiem, że kiedy w naszym życiu, które jest liche, warto jest mieć jednego prawdziwego przyjaciela niż milion innych. Po moim wypadku, bo nie lubię mówić, że po gwałcie nagle znalazłam wiele nowych koleżanek, bo przecież to takie fajne być na ustach ludzi, że tak to ‘TY’ pomagasz tej dziewczynie, która nie dość, że została tak haniebnie wykorzystana, to jeszcze ogłuchła. Musisz być takim bohaterem. Niewyobrażalnym.  Wiem, co mówię. Warto jest mieć takiego przyjaciela, który rzuci wszystko by przy Tobie być, będzie w Twoim cieniu i gdy staniesz na jego barkach dłonią poczujesz miękkość chmur, razem zdziałacie wszystko. Zdziałacie cuda. Taką osobą, była Amelka.  Byłą ze mną przed stratą słuchu i jest po jego stracie.  Jest oparciem ale i wsparciem. Wykrzyczy mi w twarz wszelkie zarzuty, a za chwile uśmiechnie się promiennie i przytuli. Tak po prostu, przytuli.

Szłam zadowolona, po treningu i można tak powiedzieć, po spotkaniu Jego. Osoby, która jest dla mnie jak rozszyfrowanie Enigmy dla przedszkolaka. Pociąga mnie i jest taki… No właśnie jaki jest?  Nie znam go, ale to ideał chyba każdej dziewczyny. Delikatne okulary, drapieżny uśmiech, dwudniowy zarost. Dziwi mnie to, że przyjechał zobaczyć MNIE. MNIE GŁUCHĄ I DZIWNĄ DZIEWCZYNĘ. Po kilku minutach przejażdżki autobusem i szybkim marszu dotarłam do mieszkania przyjaciółki, która czekała na mnie z gorącymi tostami i malinową herbatą.

-Kochana, tęskniłam-  po chwili tonęłam w uścisku dziewczyny.

-Widziałyśmy się wczoraj, o tej samej porze. Po za tym dziewczyno daj mi tlenu, duszę się, duszę się.- powiedziałam na wyczucie, bo w sumie to nie wiedziałam o co jej chodzi, a tlenu to faktycznie mi brakowałam. Teatralnie udając omdlenie wycierałam sobie niewidzialny pot z czoła, powoli udając się do pokoju Amelki. Rzucając się na wielgaśne łóżko czułam jak z pod kołdry wylewa się lodowate powietrze, które mnie orzeźwiło. Gdy dziewczyna przekroczyła próg swojego lokum i usiadła na czarnym obrotowym krześle naprzeciw mnie zaczęłam mówić.

-Melka, bo słuchaj- nie wiedziałam bardzo od czego zacząć

-Jak on ma na imię? – zapytała jakby wiedziała, że to właśnie chcę zapytać

-Ale kto?- nie chce tak szybko się zdradzać, aż tak to po mnie widać. Może mam rumieńce? To niedorzeczne. Jestem głupia.

-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie ciołku- powiedziała, a ja wtedy chciałam sama siebie udusić.

-Jak Ty dobrze mnie znasz. O ile mi wiadomo ma na imię Michał, nie kojarzę go. Weronika, ta tancerka ode mnie z grupy, ta co jej bratem jest Łasko.

-No i co dalej?

-No i ten Łasko i ten drugi Michał przyjechali podobno zobaczyć jak tańczę- zażenowanie jakie mnie wtedy ogarnęło osiągnęło poziom apogeum w tym momencie.

- To chyba dobrze prawda?

-No dobrze, ale nic się do mnie nie odezwał, nie zagadał- wtedy postanowiłam ominąć ten moment z tym nieszczęsnym piciem, który był szczeniacki. Bardzo szczeniacki. Nie wiem co wtedy działo się w mojej głowie i można to chyba nazwać tylko impulsem.- Ale to nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że on był tak strasznie ponętny Amelka, strasznie. Miał w sobie coś tak dziwnego, że każde jego spojrzenie i nawet ten nieśmiały i delikatny uśmiech, wszystko mnie do niego ciągnęło. Chciałam być jak najbliżej, mimo że się nie znamy. To chore.- wtedy zapadła cisza. Znaczy w mojej głowie od pewnego czasu zawsze jest cisza, ale z ruchu warg przyjaciółki nie odczytałam nic. Chyba załamała się moim zachowaniem.

-Jesteś szczęściarą ale na razie się lepiej nie zakochuj tak pochopnie, dużo przeszłaś- dodała gdy już wychodziłam z mieszkania jej rodziców. Słowa te dały mi wiele do myślenia. Miała racje. Nie znam go, nie mogę go pokochać. Pewnie jest siatkarzem, albo osobą z tamtego otocznia.  Rozpoznawalność i brak przynależności to jego cechy, tak myślę. Ja jestem szarą myszką, niedostrzegalną, zwykłą i najważniejsze nudną.

Budzę się rano, nagi otoczony zieloną kołdrą. Zielony kolor nadziei. Kurwa ja nie chce dawać już tej dziewczynie nadziei. Żadnej. To nie tak, że już nie kocham, że nie kochałem, bo tak nie jest. Uczucie między nami nie jest już takie jakie było. Nic już nie jest takie jakie było. Nie wiem, czy to moja wina, czy też jej, a może osób trzecich nic już nie wiem. Może ja po prostu nie umiem być w związku. Nie powinienem kochać i być kochanym. Non stop myślę o tej dziewczyny. O jej idealnych ruchach. O jej uśmiechu o seksownym tyłeczku. Przewracam się z boku na bok i widzę ją. To o niej powinienem śnić. To o niej powinienem marzyć. To o niej powinienem myśleć. Nie umiem.
Po cichu się ubieram i udaję do kuchni, by na spokoju przy kubku ciepłej kawy pomyśleć co powinienem dalej robić. Nie wiem ile tam siedziałem, ale kątem oka dostrzegam Monikę która w mojej koszuli przekracza próg kuchni. Wymuszam na twarzy na pozór idealny uśmiech. Wtedy przez myśl przeszła mi ona, i jej piękne blond włosy, niebieskie oczy.

-Monika, musimy porozmawiać. Poważnie porozmawiać- momentalnie spoważniałem. Wiedziałem, że to ten moment, bo przecież jak nie ten to jaki inny? Nie będzie innego dogodniejszego. Wiem, że to chamowate i gburowate rozstawać się z dziewczyną zaraz po upojnej nocy, ale nie umiałem jej tak oszukiwać przez kolejne godziny.

-Misiu co się stało? Zmieniamy mieszkanie w końcu?- zapytała. Mieszkanie no tak, mieliśmy znaleźć coś większego.

-Ja zmieniam. Ty nie. Musimy się rozstać- mówię stanowczo, i wtedy dostrzegam gwałtownie napływające łzy do oczu dziewczyny, by po chwili do uszu doszła symfonia jej płaczu

-Jak rozstać? Nie rozumiem. Misiu wczoraj było nam tak dobrze. To moja wina prawda? Ja coś źle zrobiłam?- pyta już się obwiniając. Zrobiło mi się gorąco, a fala uderzeniowa ciepła jaka przeze mnie przepływała była proporcjonalna do temperatury lawy w wulkanicznym stożku.


-Wiem, że to mówią faceci w filmach i że najczęściej była to nie prawda, lecz teraz jest to prawdą.  To moja wina. To we mnie coś pękło. Nasze uczucie, a może inaczej, moje uczucie nie jest takie jak dawniej. Nie mogę już się męczyć. Nie mogę już Ciebie męczyć. Musimy się rozstać tak będzie lepiej. Nie powiem też, że zostaniemy przyjaciółmi, ani spróbować dalej inaczej, bo to brzmi tak jakby zdechł mi kot, a ja na siłę chcę go zmumifikować i zatrzymać dalej. To nie realne- ciągnę moje przemówienie dalej, a ona płacze coraz głośniej. A mi pęka serce. Bo chyba każdemu mężczyźnie pęka serce, gdy słyszy płacz kobiety. Przynajmniej powinno. – Wyprowadzę się jeszcze dziś.- Chciała jeszcze temu zaprzestać, widać że chciała usłyszeć trzy słowa ‘To żart kochanie’ lecz to nie był żart. To złośliwa rzeczywistość która dosięga każdego. Nawet mnie na pozór idealnego.

_____

Rozdział dedykuje kochanej użytkowniczce oczekującej na rozdział. Bardzo proszę do dla Ciebie i przepraszam, że musiałaś czekać tak długo.

Proszę odpowiedzcie na ankietę która jest z boku.

KOMENTUJCIE, KOMENTUJCIE, KOMENTUJCIE.

Zapraszam  WŁODARCZYK/KOSOK/ JEDNOROZDZIAŁOWCE.

Zadaj mi pytanie na ASK!.



Pozdrawiam Anka

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 2

‘Seks jako marna przykrywka’

Każdy człowiek przynajmniej raz w życiu czuł uczucie spełnienia.  To moment w którym wiesz, że dobrze robisz. Wiesz, że niczego więcej nie jest Ci potrzeba w życiu. To moment idealny. Dla matek jest to narodzenie dziecka. Dla narzeczonych jest to moment w którym mówią sobie sakramentalne tak. Dla dzieci jest to moment w którym dostają swoją wymarzoną zabawkę od Świętego Mikołaja. To moment kiedy Stanley przestrzelił i kiedy Winiarski traci swoją kochaną ‘jedynkę’.
Dla mnie jest to moment w którym tańczę. Więc można powiedzieć, że jestem spełniona przez cały czas.

Każdy człowiek inaczej przeżywa moment spełnienia. Ja kiedy tańczę jestem wolna. Beztroska. Chce ciągle tańczyć i być w tym przyjemnym uczuciu. Wydaje mi się wtedy, że każdy mój ruch jest idealny, a zarazem nie przypadkowy. Taniec jest też dla mnie ucieczką, przed całym otaczającym mnie światem. Przed jego dobrą, ale i zła stroną, bo przecież każdy medal ma dwie strony.

Znów poczułam ciepłą dłoń na ramieniu, tym razem okazało się, że była to dłoń mojego nowego partnera. Nawet go polubiłam, mimo że zamieniliśmy zaledwie kilka słów. Na sali było dosyć osób no i dyrekcja naszej szkoły. Przy drzwiach stali zawodnicy tutejszego klubu. Michał Łasko i Michał Kubiak który wyglądał tak dobrze w tych okularach i lekko zmierzwionych włosach. Nikle się do niego uśmiechnęłam, bo akurat na mnie patrzył. Ciekawe dla której dziewczyny tu przyszedł. Musi być wyjątkowa. Zdziwiło mnie to, że on też się do mnie uśmiechnął i to tak szeroko. Przez moje ciało przeszedł ciepły dreszcz podniecenia.

-Lilka, zaczynamy.-powiedział chłopak. A ja skinęłam do niego głową po chwili odwrócił się do mnie plecami i powiedział coś do ogółu- Bardzo przepraszamy, a zarazem ostrzegamy muzyka będzie bardzo głośno włączona, gdyż musimy czuć drgania podłoża.
Po chwili tańczyliśmy. Czułam, że razem z Alkiem możemy stworzyć coś wyjątkowego. Czułam, że między nami jest to coś. Oczywiście nie mówiłam o życiu prywatnym.  Czasami dochodzę do wniosku, że bez tańca byłabym nikim. To cholernie dziwne, a zarazem straszne uczucie, bo przecież w każdym momencie mogę załapać kontuzje, lecz staram się o tym nie myśleć.
Po skończonym tańcu byłam szczęśliwa. Podbiegłam do swojej choreografki i zapytałam, czy mogłabym jeszcze chwilkę poćwiczyć. Zgodziła się. Zawsze się godzi. To wspaniała kobieta, która serce i duszę zostawia tu z nami i swoje emocje wylewa razem z potem który skapuje na ten ciepło-brązowy parkiet.

-Lilianno, Aleksandrze to co teraz nam zaprezentowaliście było przepiękne i niemal idealne, po niecałym dniu prób. Jestem niemal pewien, że zawojujecie jeszcze ten świat ówczesnego tańca. Bardzo się bałem tego co nam zaprezentujecie, ale to naprawdę było świetne. Należą Wam się brawa i cóż więcej. Powodzenia. –powiedział z wielkim uśmiechem na ustach dyrektor.

-Lilka, teraz to Ty już w ogóle tu chyba zamieszkasz prawda?- zapytał się vice-dyrektor

-Chyba tak. Lecz jeśli to problem to znajdę inną szkołę która pozwoli mi się spełniać- dodałam. Skoro tak bardzo przeszkadza mu moja obecność, możemy się rozstać. Każda z Jastrzębskich szkół przyjmie mnie z otwartymi rękoma.

-Nie to nie będzie konieczne. Zrobimy wszystko byś nie odczuwała dyskomfortu. Te miejsce jest naszym domem, tym bardziej i Twoim- dodał i panowie wielcy dyrektorowie opuścili pomieszczenie. Lecz nie zaznałam długo spokoju, bo po chwili podbiegła do mnie Weronika.

 -Lilka byliście świetni- powiedziała po czym się do mnie przytuliła. Nie powiem było to miłe.

-Dziękuje –powiedziałam

-Słuchaj chłopaki przyjechali Cie dziś zobaczyć znaczy jak tańczysz.-moje oczy przypominały teraz dwa wyjebane bezpieczniki i znajdowały się w moim dekolcie. Byłam strasznie zaskoczona.

-Jak to dla mnie?

-Zobaczyli Twoje występy na Internecie, Kubiak powiedział, że musi z Tobą porozmawiać, za wszelką cenę. Musisz wiedzieć, że on jest strasznie uparty. Nie da mu się przetłumaczyć, jak się zaprze to nie ma zmiłuj.

-Dobrze, porozmawiam z nim. Ale ja jeszcze muszę przećwiczyć jeden układ. Nie jest do końca dopracowany. –powiedziałam i szłam w stronę ławki, by przebrać się. Usiadłam na podłodze wyjęłam kanapkę z nutellą z torby i momentalnie ją pochłonęłam. Herbata z termosu również szybko wyparowała. Przebrałam się w zwiewną białą tunikę i czarne krótkie szorty. Zakleiłam nowe plastry na stopy. Wzięłam pen-drive i podłączyłam go do wierzy stereo którą rozkręciłam na full. Stanęłam na środku parkietu i odpłynęłam w swój idealny świat.


Boże ona była idealna w tym tańcu. Chciałem podbiec do niej i ją przytulić tak ot tak. Po prostu. Wiedziałem, że ta dziewczyna odmieni moje życie. Sprawi, że będzie wyjątkowe. Kurdę, nawet zapominam o Monice. Z dnia na dzień coraz bardziej skłonny temu by zakończyć to co niegdyś było dla mnie ważne, ale już nie jest. Wieloletnie związki się albo wypalają albo jeszcze mocniej rozpalają. Mój wygasł, a rozpalanie go tanią podpałką nie wchodzi w grę. Muzyka grała pierońsko głośno a ja nie wiedziałem dlaczego więc zapytałem o to Weronikę.
-Weronika, dlaczego ta muzyka tak głośno gra?
-Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie- powiedziała. No to ładnie. Ja ją proszę a ta mnie olewa. Może faktycznie się dowiem. Ale ciekawe skąd. Może zadzwonię do Wróżbity Macieja i on mi to wytłumaczy.
-Idziemy-zapytał atakujący
-Zaczekaj, zaraz zobaczycie prawdziwą Lilkę, bez ograniczeń. – oczy mi się zaświeciły, czyżby tańczyła sama. Podeszła do ławki zaczęła jeść. Potem się przebrała ale i udała się do odtwarzacza i włączyła piosenkę. Znów tak głośno. Stanęła na środku Sali i zaczęła tańczyćTeraz była fenomenalna. Wszelkie skoki. Każda emocja wymalowana była na jej twarzy. Kiedy skończyła tańczyć ja dalej nie mogłem oderwać od niej wzroku. Niemal jak wtedy, gdy widziałem jak tańczy po raz pierwszy . Wyszliśmy z sali udając się do automatu  z napojami. Nagle Łasko wraz ze swoją siostrą, notabene też całkiem całkiem zniknęli. Stałem przy tej maszynie wrzucając 5 złoty i zastanawiałem się czego by tu się napić. Wybrałem porzeczkowego Tymbarka. Wpisałem kod na podświetlanej klawiaturze, a tu nic. Mój napój ani drgnie. Już się zdrenowałem. Niczego się nie spodziewając zostałem totalnie zaskoczony, przede mną wyrosła drobna blondynka, dla której tu przyjechałem. Potrząsnęła fikuśnie automatem i sok wyleciał. Schyliła się lekko ocierając biodrem o moje biodro, a przez moje ciało przeszła fala podniecenia. Wyjęła sok z szuflady poczym odkręciła go napiła się i włożyła butelkę do tylnej kieszeni moich spodni. Nie wiedziałem, że jest tak śmiała.
-Bardzo ładnie tańczyłaś- powiedziałem, gdy się odwróciła. A ona nic, nawet nie drgnęła. Może powiedziałem, coś nie tak. Nie wiem. Po chwili ni stąd ni zowąd zjawił się mój przyjaciel wraz z młodą pociechą rodziców.
-Weronika, bo ona tu była. Napiła się mojego soku, a jak do niej powiedziałem to szła i już się nie odwróciła, tylko poszła gdzieś na górę. – powiedziałem bardzo szybko, do dziewczyny, bojąc się w sumie jej reakcji. Ja od zawsze wiedziałem, że jestem lekkim kretynem, ale tu nie widziałem, żadnej swojej winy.
- A ona Cię widziała?- zapytała
-No jak piła mój sok, to chyba tak.-powiedziałem zrezygnowany. Jednak zostałem olany. Ciepłym falistym moczem z dziesiątego piętra budynku Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. To jest dobijające.
-Ej stary, zapisałem nas na lekcje tańca- jakie kurwa tańce. Co temu typowi wali na łep to  ja nie wiem
-Co ?
-No, na lekcje densa, na zumbę, będziemy kręcić naszymi i tak już ponętnymi tyłeczkami- no chyba go powaliło do reszty. Nie będę robił z siebie pajaca i  jak on to określił ‘kręcił tyłeczkiem’. Zrezygnowany wróciłem do domu, a tam na pozór piękny obrazek.

-Cześć kochanie. Czemu Cię tak długo nie było? Martwiłam się. Misiu a może Ty jesteś głodny ?- zasypała mnie milionami pytań i pocałunków moja dziewczyna. Ja głupi odwzajemniając jej pocałunki zaprowadziłem nas do sypialni karcąc się sam w myślach. Chciałem skończyć z tym duszącym lekko związku. Chciałem być chodź chwilę znów wolny. Chciałem… Teraz już nie ważne. Przecież nie powiem jej zaraz po skończonym stosunku ‘Sory mała uznaj ten seks jako pożegnanie’ , bez przesady takim frajerem nie jestem. Wyczerpani zasnęliśmy wtuleni w swoje ramiona. Nie wiedząc, że seks był tylko marną przykrywką.

____
Czuję, że zaczynam psuć strasznie tego bloga. I to jest straszne.

Zapraszam do komentowania.

Mam zapalenie spojówek nic nie widzę.

Zapraszam na KOSOKA i WŁODARCZYKA. (tam też zostawcie po sobie ślad oczywiście).


Nie wiem co ma oznaczać ta poza, ale to PIT <3
'Co ty nie powiesz Anka'


piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 1

CHCE BYĆ SZCZĘŚLIWA

Znasz to uczucie, gdy wanna napełniona cieplutką wodą zaprasza Cię do siebie, byś zatopił w niej swoje smutki? Byś ukoił się ulubionym zapachem żelu do ciała? Byś odreagował? Zmył z siebie emocje? Ja znam to uczucie. Zrzucam z siebie swój ulubiony satynowy szlafrok w kolorze fuksji. Materiał opada na moje nagie stopy. W łazience unosi się aromat ulubionego zapachu mamy. Unoszę jedną nogę i powoli wkładam ją do wanny. Jednym z palców u nogi sprawdzam czy temperatura wody nie jest przypadkiem ani za zimna, ani za ciepła. Moje ciało przechodzi przyjemny dreszcz, który oznajmia mi, iż mogę w całości zatonąć w przyjemnej toni piany.

Dni w ciszy mijają mi nadto szybko. Mój dzień skupia się tylko i wyłącznie do chodzenia  na sale. Cały mój grafik, jeśli mój plan dnia można tak owóż nazwać jest skierowany na jedno – Zostanie Mistrzem Polski stylu jazz. Jest to marzenie jednak osiągalne, znajdujące się na wysiąknięcie ręki. Pozostaje jednak pytanie. Pytanie bez odpowiedzi. Czy podołam temu wszystkiemu i spełnię swoje marzenia?

Od momentu pogrzebania mojego ojca nie radze sobie z życiem. Jestem bez energii. Do tego stopnia, że wydaje mi się iż mojego życia nie można nazwać życiem a jedynie egzystowaniem w tym chorym systemie, który stworzył Bóg. Czemu dzieje się tak, że sam Stwórca zabiera dobrych, nikomu winnych ludzi do siebie? A złych zostawia by stąpali po tej twardej skale zwanej Ziemią? Czemu Bóg odebrał mi ukochanego tatusia? Może potrzebuje nowego anioła. Bóg okazał się egoistą, cholernym egoistą, bo nie przewidział jednego. Tatuś był mi potrzebny, potrzebny w spełnieniu siebie. A może teraz ja myślę egoistycznie i obwiniam wszystkich nawet Boga? Może to ja byłam wszystkiemu winna?

Po 45 minutach moczenia się w wannie i dogłębnym przemyśleniu każdego najdrobniejszego tematu postanowiłam wyjść z wanny. Ubrałam się, udałam do sypialni i opadłam bezwładnie na łóżko i przytulałam się z moim jednym kochankiem- Morfeuszem. Ranek obudził mnie pięknym słońcem przedzierającym się przez rolety które w tamtym momencie znienawidziłam. Szybka toaleta i ubranie się w wygodny dres zaopatrzony w telefon ze słuchawkami  w których rozbrzmiewała energiczna muzyka w sam raz do biegania której i tak przecież nie słyszę. Jednak stwarzanie pozorów normalności to dużo. Dużo dla inwalidy. Przemierzam szybko odcinek dzielący mnie z parkiem i ruszam szybko jedną z zielonych już alejek. Jest mi tak dobrze. Czuje się wolna. Podobnie jak w tańcu.  Około 14 stoję już przed salą. Na ramieniu wisi mi pokaźna czarna torba z logiem NIKE.  Pcham wielkie skrzypiące drzwi. Znów znajduje się sama na pokaźnym parkiecie otoczona dookoła lustrami. Zmieniam strój i zaczynam się rozgrzewać. Przychodzi moja instruktorka. Kładzie rękę na moim ramieniu, bym przeniosła wzrok na jej usta.

-Lilka, dziś będziesz uczyła się tańczyć w duecie. Wykorzystamy tę choreografie na Mistrzostwach Polski.- po co mi do cholery jakiś partner? Ja tańczę sama. Jestem wolnym strzelcem. Po za tym jestem głucha, do niczego nie przydam się temu chłopakowi.

-Dlaczego?- pytam. Nie chce być nie miła, bo to nie o to chodzi. Ja chce być szczęśliwa. A tylko taniec przynosi mi szczęście. Nie chce, by mi to odebrano.

-Oboje jesteście doskonałymi solistami, dyrektor szkoły tańca zadecydował, że stwarzamy z Was duet. Widzę, że nie jest CI to na rękę. Nie potrzebnie, bo patrzysz teraz na to zbyt pochopnie, nie uważasz? Masz dać szanse temu chłopakowi. Będziecie idealni. Otwórz się. Pokaż swoje serce. Pokaż swoje emocje. Dziś ogarniemy całą choreografię którą potem będziemy ćwiczyć. W Mistrzostwach wystąpicie w dwóch kategoriach jako soliści i jako duet. Nie macie odwrotu. Każdą szansę należy chwytać i czerpać z niej jak najwięcej. Pod koniec dnia przyjdzie tu dyrektor i sprawdzi czy miał czuja do Waszej dwójki- powiedziała. Może i ma racje. Może powinnam uwierzyć i chwytać każdą swoją szansę i traktować ją jak tą ostatnią ? Może i ten cały taniec w duecie da mi szczęście którego teraz tak bardzo potrzebuje? Moja trenerka po chwili odchodzi.

-Cześć jestem Aleks –powiedział młody no i powiedzmy sobie szczerze przystojny chłopak. Zrobiło mi się wtedy naprawdę głupio, bo przecież on słuchał tych moich wcześniejszych wyrzutów.

-Lilka, miło mi – odpowiedziałam. Nawet się sztucznie uśmiechnęłam. Nie chciałam być wredna czy chamska. Po chwili znów przyszła trenerka i zaczęliśmy  ćwiczyć układ na sucho. Dziś czekała mnie również wizyta u lekarza, by znów usłyszeć ‘przykro mi, na razie w tej sprawie nic nie możemy zrobić’. Po skończonych zajęciach wybiegłam z gmachu szkoły i udałam się ku przychodni lekarskiej. Niecierpliwie siedziałam nogi same chodziły pod białym plastikowym krzesłem, minuty dłużyły się jeszcze bardziej niż miały to w zwyczaju, nagle poczułam dotyk na swym ramieniu podniosłam wzrok i ujrzałam młodą pielęgniarkę, która dała mi do zrozumienia, że już czas. Niepewnie weszłam do gabinetu i usiadłam, a to co się tam wydarzyło do końca zmieni już bieg mojego życia. Marnego życia. Po wizycie u lekarza znów wbiegłam do szkoły, bo przecież jeszcze trzeba pokazać dyrektorowi nasz układ. Przebrałam się, związałam włosy podeszłam do swojego partnera i zaczęliśmy tańczyć.

Znalazłem ja, znaczy znalazłem szkołę tańca w której tańczy. W sobie mam jakieś dziwne przeczucie, że powinienem tam iść. Tak bardzo intryguje mnie ta dziewczyna, no ale co pójdę zapukam i powiem ‘Dzień dobry szukam Lilianny, wiem że tu tańczy, ja chciałbym popatrzeć jak tańczy’ przecież, to jest kuźwa nie dorzeczne. Na starość głupieje. Jeszcze ta cholernie głupia sytuacja z Moniką, ja się duszę w tym związku. Z dnia na dzień coraz gorzej, ostatnio doszedłem do wniosku, że ona jest ze mną tylko po to, aby była jako tako rozpoznawalna, no bo jest przecież dziewczyną sławetnego Dzika z męskiej reprezentacji siatkówki. Wydaje mi się, że uczucie między nami jakoś osłabło, przynajmniej z mojej strony. Pakuje pośpiesznie torbę na trening i udaje się do samochodu. Przecież Łasko pomoże mi dotrzeć do tej dziewczyny, przecież jego ktoś tam jakiś znajomy/znajoma/dziewczyna/siostra nie potrzebne skreślić tam pracuje. Misiek jesteś geniuszem.

-Michał, bo mam sprawę do Ciebie iście biznesową- posłałem kumplowi swój niemal najpiękniejszy uśmiech. Nie to, żebym go podrywał, bo nie, ale mam przecież interes do załatwienia.

-No nawijaj – odpowiedział również z tym swoim przygłupawym uśmieszkiem na włoskiej buzi

-Pamiętasz jak wczoraj mi wysłałeś filmik tej dziewczyny?

-Jakiej dziewczyny?

-Tą co tak tańczyła, muszę do niej dotrzeć, a podobno tam wiesz coś mówiłeś, no że możesz do niej jakoś dotrzeć?- moje słowa wypowiadane były z kosmiczną prędkością, nie chciałem, żeby kumpel pomyślał, że jestem jakimś nie wiem napaleńcem, ale ja czuje w środku w sobie że muszę odnaleźć tą dziewczynę i przebywać z nią mimo wszystko

-A tej dziewczyny! No to mogę moja siostra też tam tańczy. Jest najlepsza. Znaczy ta dziewczyna, nei moja siostra. Będzie walczyć o Mistrzostwo Polski. Podoba Ci się? –zapytał po czym wyjął komórkę, odszedł na krok i zaczął rozmawiać, a że znam włoski to rozumiałem. Po chwilę Włoch znów podszedł do mnie i powiedział- Chcesz poznać tą dziewczynę?- Skinąłem twierdząco głową- Po treningu podjedziemy do tej szkoły tańca. Lilka będzie miała występ przed jakimiś tam dyrektorami i jest on dostępny dla ogółu wiec obejrzysz sobie i zagadasz do niej- wybałuszyłem oczy. Nie wiedziałem, że spotkanie odbędzie się tak szybko, jednak gdzieś w głębi siebie cieszyłem.  Przez cały trening zastanawiałem się co powinienem powiedzieć, jak się zachować by nie wyjść na kompletnego idiotę. Po treningu biegiem pobiegłem do szatni, by się odświeżyć i przebrać.  W aucie jadąc za przyjacielem siedziałem jak na szpilkach nerwowo spoglądając w lusterko, czy aby na pewno dobrze wyglądam. Zachowywałem się jak przysłowiowa kobieta. Gdy byliśmy przed szkołą tańca cały ten stres. Całe to zdenerwowanie ze mnie uszło. Stałem się starym poczciwym Miśkiem. Szedłem za kumplem i nagle weszliśmy do dużej Sali która wyłożona była jasnym parkietem. Sufit był natomiast czarny, a dookoła otaczały nas lustra. Było idealnie. Po chwili do sali weszło dwóch mężczyzn w garniturach. Oprócz nas i tych dwóch w pomieszczeniu znajdowali się inni tancerze i jakaś kobieta, która miała łzy w oczach. Było cicho, słychać były szepty jednak rozpoznawalne, bo chyba każdy z nas słyszy ‘Psps Mariola, czy to nie MISIEK KUBIAK i MICHAŁ ŁASKO’ No kurde tak to ja? Nie rozumiem, że gram tu i tam to nie mam prawa mieć życia towarzyskiego? Mam siedzieć zamknięty w domu w czterech ścianach? No bez przesady.

-Panie dyrektorze, panie wice-dyrektorze układ który teraz zaprezentuje Lilka i Aleks był ćwiczony tylko dziś. Proszę nam wybaczyć pewne niedociągnięcia, bo jednak mieliśmy mało czasu. –powiedziała młoda, smukła dziewczyna. Była ładna, ale nie miała tego czegoś co miała moja drobna tancerka. Moja?  Michał ty durniu przecież ty jej w ogóle nie znasz!

-Rozumiem, rozumiem. Ale mam dobre przeczucia co do tej dwójki-powiedział mocno gburowaty typ. Po chwili na sali rozbrzmiały nuty piosenki, która przysporzyła mnie o dreszcze.

_________________________
Witam. Witam. Jest mi tak dziwnie. Nowe dziecko stawia pierwsze kroki. Nie ma i nie będzie tu typowo nostalgicznego i  emocjonalnego pisania jak u Pana Wrony, ale nie mówię, że emocje się nie pojawia. Pojawi się trochę uśmiechu no i tym razem POZYTYWNE ZAKOŃCZENIE.
Cieszycie się?

KOMENTUJCIE z kont i z anonimów ze wszystkiego. Pokażcie, że jesteście, bo nie wiem czy pisać to coś wyżej.

ZAPRASZAM DO KOLEGI KOSOKA NA PROLOG. Tam również mile widziane jest jakiekolwiek słowo pozostawione w komentarzu.

ZAPRASZAM TEŻ NA NOWĄ HISTORIE(NA JEDNO-ROZDZIAŁÓWKACH) tym razem o Wojtku Włodarczyku. 'KRZYK'

Nie przedłużam.

Pozdrawiam ANKA 

 TAKŻE TAK <3 Mój Cichy.